Na różnych uczelniach
Zagraniczne stypendia stają się wśród polskich studentów coraz popularniejszym sposobem podnoszenia kwalifikacji i zdobywania doświadczeń. Coraz ciekawsza i bardziej urozmaicona jest także oferta stypendialna polskich uczelni, często finansujących wyjazdy swoich studentów ze środków zewnętrznych.
Najpopularniejszym w naszym kraju programem stypendialnym, skierowanym do młodzieży akademickiej, jest Socrates/Erasmus, finansowany z budżetu Unii Europejskiej (patrz ramka). Zna go chyba każdy student, planujący wyjazd na zagraniczną uczelnię, a informacje o aktualnej ofercie wywieszane są często na tablicach ogłoszeń przy dziekanatach i w akademikach. Andrzej Łuc, absolwent politologii Uniwersytetu Szczecińskiego, który ponad pół roku spędził na stypendium w Salamance, o możliwości wyjazdu dowiedział się od profesorów swojej uczelni. Konkretnej i bardziej szczegółowej wiedzy szukał w Internecie oraz u osób, które przed nim studiowały za granicą.
Najpierw koordynator
Wszyscy starający się o stypendium, powinni skontaktować się z uczelnianym koordynatorem Erasmusa, który pomoże w odpowiednim ukierunkowaniu działań. Poinformuje również o kryteriach, jakie trzeba spełnić, aby ubiegać się o stypendium.
Jak i gdzie student może zdobyć doświadczenie zawodowe? Jeżeli zdecydujesz się na odbycie praktyki lub stażu, warto odwiedzić działające na Twojej uczelni organizacje studenckie, takie jak np.: AIESEC (www.aiesec.pl), ELSA (www.elsa.org.pl) czy IAESTE (www.iaeste.org). Ułatwiają one bowiem kontakt pomiędzy studentami a firmami umożliwiającymi zdobycie doświadczenia zawodowego.
Kiedy student ma już w kieszeni decyzję uczelni o przyznaniu stypendium, dalsze przygotowania spoczywają na jego barkach. Jak bardzo przygotowania będą skomplikowane, zależy od kraju, na który padł wybór stypendysty. Trzeba liczyć się z tym, że przy wyjeździe dłuższym niż 3 miesiące niezbędna jest wiza. Jednym z nielicznych wyjątków jest Wielka Brytania, gdzie studenci mogą wjeżdżać bez wizy, po przedstawieniu na granicy dokumentów potwierdzających wpis na studia i miejsce zakwaterowania oraz po udokumentowaniu środków utrzymania na czas pobytu. Ponad rok temu ruch bezwizowy dla studentów wprowadziła również Francja. Dokładnych informacji na temat wymogów i kryteriów przyznawania wiz udziela w każdej ambasadzie dział konsularny.
Przed wyjazdem studenci muszą postarać się również o inne dokumenty i zaświadczenia. Często potrzebne jest świadectwo lekarskie o zdolności do studiowania, które - tak jak pozostałe dokumenty - musi zostać przetłumaczone na język obcy przez tłumacza przysięgłego. Starając się o wizę, student przedstawia dokumenty z obydwu uczelni - o przyznaniu stypendium i o przyjęciu na studia, o ubezpieczeniu, a także ewentualnie zaświadczenie o dochodach.
Rejestracja na policji
Kolejne formalności czekają już za granicą.
- W Hiszpanii musiałem zgłosić się na posterunek policji, aby dokonać rejestracji. To wymóg urzędowy. Oznacza konieczność stania w kolejkach wraz z innymi obcokrajowcami oraz złożenia kopii całego pliku dokumentów, m.in. paszportu z wizą i zaświadczeń z uniwersytetów - opowiada Andrzej Łuc. - Następnie trzeba wypełnić podanie. Po jego pozytywnym rozpatrzeniu otrzymuje się kartę rezydenta, która jest niezbędna przy różnych czynnościach, np. w banku przy zakładaniu konta.
Z reguły student z zagranicy może liczyć na pomoc i zrozumienie od początku pobytu.
Organizację stypendium na sztokholmskim Royal Institute of Technology chwali Luiza Gut, absolwentka Międzywydziałowego Studium Ochrony Środowiska warszawskiej SGGW. - W Szwecji nie było żadnych problemów. Znaleziono mi mieszkanie, szwedzka studentka wyjechała po mnie na dworzec, dostałam mnóstwo materiałów na temat studiowania w Sztokholmie. Zorganizowano wiele spotkań informacyjnych i wieczorów zapoznawczych, co ułatwiło przystosowanie do nowego otoczenia.
Do czego uczelnia jest zobowiązana
Czasem w znalezieniu mieszkania może pomóc dawna znajomość. Po przyjeździe do Hiszpanii przyjaciele pomogli znaleźć lokum Andrzejowi Łucowi. - Salamanka to miasto o "studenckim charakterze". W gazetach, na uczelniach, właściwie wszędzie natrafiało się na setki ogłoszeń oferujących prywatne kwatery, mieszkania, pokoje. Ja skorzystałem z propozycji znajomych i zamieszkałem z nimi, ale gdybym chciał szukać mieszkania na własną rękę, nie byłoby z tym najmniejszego kłopotu.
Po kilku tygodniach okazało się, że na jego uczelni jest specjalny urzędnik zajmujący się pośredniczeniem w szukaniu mieszkań lub załatwianiu akademika. Zaproponowano mu miejsce w komfortowym, nowoczesnym domu studenckim, o jakim według niego studenci w Polsce mogą na razie tylko marzyć. Cena była jednak na tyle wysoka, że zdecydował się pozostać w mieszkaniu wynajmowanym przez przyjaciół.
Nie zawsze akademik jest poza zasięgiem możliwości finansowych studenta z Polski. W niektórych przypadkach może okazać się, że jest to najprostszy sposób zdobycia dachu nad głową.
- Na trzy miesiące przed wyjazdem do Berlina wypełniłam i wysłałam na tamtejszy uniwersytet formularz, zawierający dane o położeniu uczelni, dacie wyjazdu i długości pobytu. Na podstawie tych informacji, jeszcze przed przyjazdem na miejsce, znaleziono mi akademik - mówi Sylwia Zawada, obecnie absolwentka Akademii Medycznej w Warszawie.
Można dorobić
Do wyjazdu należy przygotować się nie tylko merytorycznie, np. ucząc się języków obcych, ale także finansowo. Wysokość stypendium zależy od decyzji podejmowanych przez poszczególne uczelnie. Średnia wysokość to ok. 200 euro. Na pewno stypendium nie pokryje kosztów utrzymania za granicą. Najprawdopodobniej wystarczy tylko na wynajęcie mieszkania lub opłacenie akademika, co wcale nie musi być rozwiązaniem tańszym.
Wiele zależy od kraju, w którym podejmie się naukę. Kosztów utrzymania w Portugalii czy Grecji nie da się porównać z cenami w Szwecji lub Wielkiej Brytanii. Niskie stypendium lub jakieś nieprzewidziane zdarzenia mogą zmusić studenta do szukania pracy.
- Pieniądze z Erasmusa przyszły dopiero po trzech miesiącach mojego pobytu w Berlinie. Przez ten czas nie miałabym z czego żyć, musiałam więc znaleźć pracę. Udało mi się dostać do tzw. studenckiej pomocy medycznej w jednym z berlińskich szpitali. Do moich obowiązków należała opieka nad ciężko chorymi pacjentami, co dało mi obycie w zawodzie - opowiada Sylwia Zawada, absolwentka Akademii Medycznej w Warszawie.
W znalezieniu pracy pomogła wiedza przekazana przez przyjaciół, którzy wcześniej studiowali w Berlinie. Od nich dostała adres konkretnego szpitala, zatrudniającego studentów-sanitariuszy. Tamtejsza "kadrowa", w celu załatwienia formalności, skierowała ją do spółdzielni studenckiej, pośredniczącej w szukaniu pracy o wdzięcznej i wiele mówiącej nazwie "Krasnoludki". Jej pracownicy załatwili wszystkie sprawy związane z ubezpieczeniem, podatkami i oczywiście pozwoleniami na pracę. Wbrew pozorom, "Krasnoludki" nie pomogły Sylwii za darmo. Z każdej pensji wpływającej na jej konto potrącano 1 proc. sumy. Według niej, to niska cena za pomoc, jaką od nich otrzymała.
O taką pracę mogą się starać studenci z Niemiec i z zagranicy, jednak ze względu na związane z nią niedogodności, np. zmęczenie, zmienne godziny pracy, dużą odpowiedzialność, interesują się nią głównie obcokrajowcy. Efektem pracy w szpitalu było szybkie opanowanie języka niemieckiego, a dobre zarobki pozwoliły na kontynuowanie nauki.
Nauka przede wszystkim
Propozycja zniesienia prac magisterskich przychodzi, gdy polskie szkolnictwo średnie znajduje się na równi pochyłej. Obserwuje się w nim coraz większe rozwarstwienie między nieliczną grupą inteligentnych i świetnie wykształconych maturzystów a coraz gorzej wykształconą resztą. Od wielu lat zauważamy, jak z wykształcenia znikają „kody" tworzące podstawy kultury i wykształcenia. Coraz trudniej odwoływać się do Biblii, „Iliady" i „Odysei", antycznego dramatu, arcydzieł sztuki, muzyki i literatury. Nie to jednak jest największym problemem. Obecni kandydaci na studia wyższe mają podstawowe problemy czytania ze zrozumieniem i pisania. Ponieważ dużo więcej oglądają, niż czytają, brak im podstawowych pojęć, a ich język staje się coraz uboższy. W tej sytuacji szkolnictwo wyższe ma właściwie dwa wyjścia - poddać się tej fali spadającego wciąż poziomu wykształcenia albo też starać się nadrobić to, co jeszcze nadrobić można. Propozycja nowej ustawy o szkolnictwie wyższym zmierza w tym pierwszym kierunku. Trudno nie zgodzić się z diagnozą, że żaden profesor nie jest w stanie prowadzić rzetelnie 100 prac. Rozwiązaniem nie jest jednak zniesienie prac, lecz zatrudnienie kolejnych czterech pracowników naukowych. Przy kilkunastu studentach jesteśmy w stanie nauczyć ich pisać, kierować ich rozwojem intelektualnym i sprawdzić na bieżąco, z jakich korzystają źródeł itp. Z pewnością wyjdzie to na dobre i studentom, i kadrze profesorskiej, uczelniom i nauce. Sądzę, że jednym z kluczy do reformy szkolnictwa wyższego musi być określenie liczby studentów, których jeden samodzielny pracownik naukowy jest w stanie rzetelnie wykształcić w ciągu całego cyklu studiów. Drugim natomiast musi być określanie poziomu wymagań na odpowiednich stopniach kształcenia. Przy masowym kształceniu na poziomie licencjatu studia magisterskie muszą być już bardziej elitarne, a tym bardziej elitarne muszą być studia doktorskie. Notabene nie umiem sobie wyobrazić kandydata do doktoratu, dla którego praca doktorska będzie pierwszą poważną pracą naukową. Jeśli nie utrzymamy tego wzrastającego elitaryzmu wykształcenia, kiedyś wszyscy zostaną profesorami. Ja natomiast zrezygnuję wówczas z tytułu i zatrudnię się w intratnym zawodzie ulicznego pisarza.
- Ogromne, w pełni wyposażone sale wykładowe, pracownie internetowe, multimedialne centrum informacji i dokumentacji europejskiej. Poza tym, wykładowcy zawsze dostępni dla studentów. Można do nich pójść z każdym problemem lub napisać e-maila. Żadne pytanie nigdy nie pozostawało bez odpowiedzi - tak naukę w Salamance wspomina Andrzej Łuc.
Miłym zaskoczeniem była perfekcyjna organizacja poszczególnych kursów oraz pracy całego uniwersytetu. Studentowi ułatwia się jak najbardziej życie, pozostawiając tylko jedno zmartwienie - efektywną naukę. Każdy polski student, który w kraju spędził długie godziny w kolejkach do dziekanatów, tłoczył się wraz z innymi w przepełnionych salach wykładowych lub czekał bezskutecznie na umówione spotkanie z profesorem, na pewno doceni takie warunki pracy.
Pewne ograniczenia mogą pojawić się przy wyborze przedmiotów do zaliczenia. Zależy to głównie od stopnia znajomości języka kraju przyjmującego, ale poszczególne uczelnie z myślą o zagranicznych studentach przygotowują specjalne zestawy kursów, prowadzone najczęściej w języku angielskim. Macierzysta uczelnia, dzięki Europejskiemu Systemowi Transferu Punktów, powinna uznać wszystkie przedmioty zaliczone na zagranicznym stypendium. Aby uniknąć przykrych niespodzianek, należy jednak wszystkie sprawy organizacyjne sprawdzić i potwierdzić przed wyjazdem.
Warto wyjechać
Ale napewno jest to alternatywa dla młodych ludzi którzy do tej pory mogli jedynie pomarzyć o swoim mieszkaniu. Bardzo obszerny opis kredytu i wymagań aby go uzyskać oraz możliwość złożenia wniosku on-line znajduje się na stronie:
- Dzięki stypendium dopracowałem terminologię prawniczą w angielskim oraz nauczyłem się niemieckiego, m.in. dzięki temu, że przez rok byłem w zasadzie mieszkańcem Austrii, z wszystkimi tego konsekwencjami, np. koniecznością kontaktów z miejscową administracją - mówi Piotr Staniszewski, student prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, stypendysta uniwersytetu w Salzburgu.
Wyjazd pozwolił mu także na zebranie materiałów niezbędnych do napisania pracy magisterskiej oraz poznanie odmiennego systemu nauczania. - To system oparty bardziej na praktyce niż na teorii. Dużą wagę przykładano do praktycznego zastosowania wiadomości zdobytych podczas zajęć teoretycznych - wspomina.
A te praktyczne umiejętności bardzo cenią pracodawcy, dla których studia za granicą mogą być ważnym argumentem przemawiającym za zatrudnieniem danego absolwenta. Są pewnego rodzaju certyfikatem, potwierdzającym także znajomość języka obcego i umiejętność zastosowania go w codziennych sytuacjach. Ciekawą pracę w firmie zajmującej się eksportem, wkrótce po powrocie ze stypendium w Finlandii, znalazła Agnieszka Murzec, obecnie absolwentka Wydziału Kształtowania Środowiska, Rolnictwa i Doradztwa w Agrobiznesie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Agnieszka jest przekonana, że o jej zatrudnieniu zdecydowały umiejętności, również językowe, zdobyte w czasie stypendium. Aktualnie pomaga młodszym studentom w przygotowywaniu wyjazdów za granicę - pracuje w Biurze Współpracy z Zagranicą UWM.
Jeszcze 25 lat temu, kiedy jako asystent rozpoczynałem pracę dydaktyczną, wystarczyło na pierwszych zajęciach przedstawić grupce studentów przedmiot i zakres zajęć albo podać im napisaną na maszynie do pisania bibliografię. Obecnie już w semestrze wiosennym trzeba przygotować syllabusy zajęć na semestr jesienny, i to w kilku różnych wersjach, pisać na bieżąco opinie studentom ubiegającym się o rozmaite stypendia i wymiany zagraniczne, przygotowywać sprawozdania z ich bieżących osiągnięć, oddać do dyspozycji numer telefonu i adres mailowy, odpowiadać na prośby, pytania i komentarze. Trudno komukolwiek wyobrazić sobie przedsiębiorstwo zatrudniające kilkuset pracowników, które nie ma ani sekretariatu, ani jednego etatu sekretarki. W takiej właśnie sytuacji znaleźli się polscy naukowcy. Jeszcze przed laty, kiedy istniał na uczelniach system etatowych asystentów, profesor mógł wiele czynności zlecić asystentowi. Obecnie, po wprowadzeniu masowego kształcenia na studiach doktoranckich, bardzo wielu doktorantów łączy pracę ze studiami i sami wymagają wsparcia. Masowość kształcenia przy ogromnym obciążeniu uczelni i kadry naukowej, przy znacznym zwiększeniu obowiązków dydaktycznych, także liczby prowadzonych prac magisterskich, doprowadziła do obniżenia standardów nauczania i poziomu kształcenia. Mam wręcz wrażenie, że zmęczone tą sytuacją środowiska naukowe dają przyzwolenie na stopniowe obniżanie standardów. Do przyjęcia na studia wyższe coraz częściej wystarczy posiadanie matury i równowagi psychicznej. W coraz mniejszym stopniu zwracamy uwagę na nieporadność językową, błędy ortograficzne bądź sposób formułowania myśli. Gdzie to tylko możliwe, kierujemy się minimami. Przyzwolenie to, jak sądzę, wzmacniane jest przez współczesną demokrację i jej ideę równości. Skoro wszyscy w równym stopniu mają prawo dostępu do wykształcenia wyższego, to powinno ono mieć taki poziom, aby wszyscy mogli je osiągnąć. Zbyt wysokie i trudne treści nauczania mogą bowiem naruszać demokratyczne uprawnienia i godność jednostki, budząc poczucie frustracji.
Andrzej Łuc zwraca uwagę na jeszcze jedną możliwość wykorzystania zagranicznego stypendium. - Wyjazd jest doskonałą okazją, aby przekonać młodych ludzi z różnych zakątków świata, że Polska jest tak samo cywilizowanym krajem, jak te, w których oni mieszkają. Można przy okazji przełamać wiele negatywnych stereotypów, przekonać innych Europejczyków, że w Polsce zima nie trwa 12 miesięcy, a po ulicach nie biegają białe niedźwiedzie.
Stypendium może być też dobrym początkiem kariery naukowej. Luiza Gut już po raz trzeci jest stypendystką Royal Institute of Technology w Sztokholmie. Przed ostatnim wyjazdem, pół roku wcześniej niż koledzy, obroniła pracę magisterską w warszawskiej SGGW - co było warunkiem przyznania stypendium. W przyszłym roku planuje rozpoczęcie w Szwecji studiów doktoranckich. Powrót do kraju jest w jej przypadku raczej wątpliwy.
- Nie mam właściwie żadnych perspektyw na znalezienie w Polsce pracy w interesującej mnie dziedzinie, dlatego po studiach zostanę w Szwecji i tam będę szukała zajęcia. Można powiedzieć, że kupiłam bilet w jedną stronę - powiedziała dzień przed wyjazdem.
Młodych ludzi, którzy podejmą podobne decyzje, po przystąpieniu do Unii Europejskiej będzie zapewne przybywać.
» cofnij