Klasztor u ormowca, czyli życie studenta na stancji
W dziewiętnastym wieku ktoś, kto wynajmował stancję, otrzymywał do dyspozycji pokój gościnny, pracownię, sypialnię i łazienkę. Dzisiaj bardzo często warunki, w których przyszło żyć osobom na pensji są karygodne, niemoralne i uwłaczające.
W dziewiętnastym wieku ktoś, kto wynajmował stancję, otrzymywał do dyspozycji pokój gościnny, pracownię, sypialnię i łazienkę. Rankiem schodził na dół na przygotowane przez gospodynię śniadanie i mógł stołować się na miejscu. Dzisiaj wynajmujący dostaje zazwyczaj łazienkę, aneks kuchenny i jeden pokój, który musi mu służyć za miejsce do nauki, snu i przyjmowania gości. Jedzenie musi zorganizować sobie sam. Bardzo często warunki, w których przyszło żyć osobom na pensji są karygodne, niemoralne i uwłaczające. Zetknąłem się z wieloma takimi przypadkami w Olsztynie.
Wielu moich znajomych, którzy mają "przyjemność" wynajmowania pokoi w domach prywatnych skarży się na różne sprawy związane z wynajmem stancji. – Właściciele przestrzegają tzw. godziny policyjnej, co oznacza w praktyce zachowanie spokoju po 22.00. Z tego, co mi opowiadano, tak było za komuny – mówi Aśka, która w ciągu trzech lat kilkakrotnie zmieniała stancję. – Zasady są jak w klasztorze – dodaje z zażenowaniem.
Często wynajmujący mają ograniczone korzystanie z kuchenki gazowej, bądź elektrycznej. Sam, kiedy mieszkałem na jednej ze stancji w Olsztynie, na wejściu dostałem tylko łaskawą możliwość korzystania z czajnika i nic poza tym. A student to przecież też człowiek i jeść coś ciepłego musi. Na mrożonkach daleko się nie zajedzie. Chyba że na cmentarz.
Aśka skarży się też na nachalność ludzi, którzy udostępniają swoje mieszkania osobom uczącym się lub pracującym. – Niektórzy, zwłaszcza samotnie mieszkający właściciele, próbują zrobić z lokatora swojego wnuczka, chłopca na posyłki, żeby nie powiedzieć chłopca do bicia. Pytają o której dzisiaj wstałeś, o której wychodzisz, co zjadłeś, a czego nie zjadłeś – tłumaczy. – A przecież jeśli ktoś mieszka na stancji, to nie znaczy, że jest poddanym tego czy owego. Za stancje się przecież płaci, czasem nawet słono, więc też się czegoś wymaga. Tutaj nie ma żadnej łaski – dodaje.
Słyszałem też wiele historii na temat wynajmowania stancji dziewczynom, które nie mogą normalnie umyć głowy, wziąć prysznica czy użyć suszarki, bo za drzwiami słyszą wydzieranie się właścicielki, że marnują wodę i prąd. Czy to nie jest terror? Zapytałem o to moją rozmówczynię. Zgodziła się ze mną w stu procentach.
A może to te dziewczyny są takie wymagające i trudno im dogodzić? Żeby zrównoważyć sądy o zdanie poprosiłem mego kolegę Kamila. Czy jesteś zadowolony ze stancji, na której mieszkasz?
– Tylko na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie. Miły gospodarz, ładny pokoik, cisza i spokój. Kiedy już zapłacimy przychodzi rozczarowanie. Ten, który tak się przed chwilą uśmiechał chodzi naburmuszony i jak ormowiec śledzi każdy nasz ruch – obrazowo opowiada Kamil, który mieszka od roku w pokoju 3 na 3 metry. – Pokój miał okna zabite dechami. Ciepłe kaloryfery trafił szlag, a kiedy nazajutrz obudziłem się, za oknem chodził młot pneumatyczny, bo właśnie obok rozpoczęto przebudowę drogi... Gospodarz wpuścił mnie w maliny. Szuler! – kręci głową. – Ale się przyzwyczaiłem – dodaje z rezygnacją w głosie.
Aśka i Kamil nie wyszli najlepiej na wynajęciu stancji. Ale nie chcą już się przenosić. Boją się, że zamienią siekierkę na kijek. Niedługo skończą studia... i problemy z zamieszkaniem pod obcym dachem. Wytrzymają?
» cofnij